Sama społeczność polskich rzemieślników w Greater Manchester liczy dziesiątki tysięcy osób. W całym UK to setki tysięcy polskojęzycznych fachowców, agencji i klientów. Kiedy więc polski elektryk siada do zlecenia strony internetowej, pytanie o język nie jest pytaniem o próżność — jest strategiczne. Decyduje, kto Cię znajdzie, kto Ci zaufa i kto podniesie słuchawkę.

Krótko: dla większości polskich rzemieślników w UK najlepiej sprawdza się strona angielskojęzyczna jako główna, z mniejszą, ale dobrze zrobioną wersją polską obok. Poniżej wyjaśniam dlaczego — i kiedy ta logika się odwraca.

Kogo Google faktycznie skieruje na Twoją stronę

Pierwsza rzecz do zrozumienia: Google decyduje, którą wersję strony pokazać, na podstawie ustawień języka u szukającego, nie jego narodowości. Polski klient w Oldham, który ma telefon ustawiony po angielsku, w większości przypadków zobaczy angielskie wyniki wyszukiwania. Ta sama osoba z telefonem ustawionym po polsku — zobaczy inny zestaw, w tym więcej polskich stron, nawet szukając czegoś w UK.

Większość pracującej zawodowo Polonii w UK ma telefon po angielsku. Używa angielskiego w sklepie, w autobusie, odbierając dziecko ze szkoły. Kiedy potrzebują elektryka na szybko, w Google wpiszą „electrician Oldham" zanim „elektryk Oldham" — nawet jeśli w domu mówią po polsku. To wzorzec pokoleniowy: dużo słabszy u starszej Polonii i niemal nieobecny u klientów polskojęzycznych odwiedzających UK z Polski.

Jeśli Twoja strona jest tylko po polsku, jesteś niewidoczny dla tej pracującej, w większości anglojęzycznie szukającej grupy. Jeśli tylko po angielsku — tracisz mniejszy, ale realny segment polskojęzycznych klientów: starszą Polonię, świeżo przybyłych, oraz ruch transgraniczny.

Argument za stroną po angielsku jako podstawową

Dla polskiego elektryka, hydraulika czy budowlańca w UK angielski jest dominującym językiem znajdowania. To pokrywa:

  • Brytyjskich klientów, którzy są większością Twojego rynku w każdym brytyjskim mieście.
  • Polskich klientów wyszukujących po angielsku — to większość osób w wieku produkcyjnym.
  • Pośredników wynajmu, generalnych wykonawców, kontrahentów — działają niemal wyłącznie po angielsku.
  • Firmy ubezpieczeniowe, urzędy gminy, właścicieli nieruchomości — to samo.

Dla wszystkich tych grup angielskojęzyczna strona z porządnym lokalnym SEO (nazwy miast, kody pocztowe, certyfikaty NICEIC / Gas Safe, czytelny numer telefonu) to budowa o wyższej dźwigni. Jeśli stać Cię na jedną stronę — buduj angielską.

Argument za polską wersją obok niej

Tu większość agencji się myli. Traktuje wersję polską albo (a) jako zbędną, albo (b) jako pełny duplikat angielskiej strony. Żadne z tych podejść nie jest właściwe. Polska wersja Twojej strony nie musi konkurować z angielską — ma robić inną robotę:

  • Zdobyć zaufanie starszych polskich klientów, którzy odruchowo przełączą się na polską stronę, nawet jeśli rozumieją angielski bez problemu.
  • Uspokoić niedawno przybyłych polskich pracowników i ich rodziny, którzy nie nabrali jeszcze pewności w wyszukiwaniu po angielsku.
  • Złapać ruch transgraniczny — Polaków odwiedzających rodzinę w UK albo polskie firmy działające między krajami.
  • Pokazać przynależność do społeczności. Firma rzemieślnicza, która wyraźnie zainwestowała w polską wersję, czyta się jako część społeczności, nie jako outsider zabierający robotę.

Trik polega na tym, że polska wersja nie musi być tłumaczeniem 1:1. Powinna być małą, dobrze zrobioną wersją tej samej strony — z tym samym numerem telefonu i tymi samymi uprawnieniami, ale z innym akcentem. Czasem oznacza to inną miejscowość na pierwszym planie (Konin zamiast Manchesteru — tak zrobiliśmy u siebie). Czasem inne opinie, inne zdjęcia, inny zestaw usług na pierwszym planie.

Polska wersja to nie tłumaczenie. To siostrzana strona, która robi inną robotę — mówi do innej grupy, ale wskazuje na tę samą firmę i ten sam numer telefonu.

Kawałek techniczny (prościej niż agencje go opisują)

Jeśli ktoś wycenił Ci „obsługę wielojęzyczną" na czterocyfrową kwotę — przepłaciłeś. Faktyczne wymagania techniczne są krótkie:

  1. Każdy język pod osobnym adresem. Strona angielska pod twojadomena.co.uk/, polska pod twojadomena.co.uk/pl/. Nie używaj rozwijanej flagi, która podmienia tekst w miejscu — Google nie zaindeksuje tego porządnie, a klient nie poda znajomemu linku do „polskiej wersji".
  2. Dodaj znaczniki hreflang. Trzy linijki w sekcji head każdej podstrony mówią Google: tu wersja angielska, tu polska, ta jest domyślna. Nic nie kosztuje, zajmuje minuty, znacząco poprawia, którą wersję Google pokaże komu.
  3. Dodaj przełącznik EN | PL w nawigacji. W prawym górnym rogu każdej strony. Widoczny, ale nie krzyczący. Klient go znajdzie; Google zobaczy, że masz prawdziwy układ dwujęzyczny.
  4. Tłumacz porządnie. Bez automatycznego tłumacza na stronie głównej. Google karze treść z translatora, a polski klient widzi to w sekundę. Native speaker, pół dnia pracy, zrobione jak należy.

Tyle. Nie ma „polskiej wtyczki CMS", którą musisz zainstalować. Nie ma osobnego hostingu. Dobrze zbudowana statyczna strona obsłuży oba języki z tego samego serwera, tej samej domeny i w tym samym harmonogramie utrzymania.

Kiedy „tylko po polsku" naprawdę ma sens

Są sytuacje, w których odwrócenie priorytetu — polski jako główny, angielski jako drugorzędny lub w ogóle pominięty — jest właściwym wyborem:

  • Obsługujesz wyłącznie konkretną polskojęzyczną społeczność, np. budowlaniec pracujący głównie z polskimi właścicielami mieszkań wynajmujących polskim najemcom. Klient szuka po polsku, podwykonawcy mówią po polsku, dostawcy są polscy.
  • Twoje zlecenia są w Polsce, a brytyjscy klienci to tylko sporadyczni odwiedzający. Polski stolarz mieszkający w UK, ale robiący meble na wymiar w obu krajach, prawdopodobnie chce, żeby polska strona była dominująca, a angielska — krótkim landingiem dla zapytań z UK.
  • Zniszowałeś się w usługach mocno językowych — polskojęzyczny pośrednik wynajmu, lektor polskiego, doradca finansowy specjalizujący się w sprawach transgranicznych. Cały pitch brzmi „w Twoim języku", a angielski jest pomocniczy.

Dla większości ogólnych firm rzemieślniczych obsługujących rynek brytyjski żaden z tych przypadków nie obowiązuje. Angielski jako główny, plus polska wersja — to właściwy wybór.

Co my zbudowaliśmy u siebie

Stosujemy ten sam układ. Craftpine to małe studio z Manchesteru, ale pracujemy z polskojęzycznymi klientami w całym UK i z mniejszą liczbą w Polsce (Konin i okolice). Angielska wersja naszej strony (przeznaczona głównie dla brytyjskiego rynku i polskich rzemieślników w UK) i polska wersja pod /pl/, która prowadzi z Koninem na pierwszym miejscu i wymienia Manchester jako drugorzędny — adresowana do polskojęzycznych odbiorców, niezależnie od tego, czy są w UK, czy w Polsce.

Ten sam numer telefonu na obu. To samo studio. Ta sama praca. Dwoje drzwi do tego samego pokoju — wybiera odwiedzający, nie my.

Decyzja w jednym zdaniu

Jeśli jesteś polskim rzemieślnikiem pracującym w UK i stać Cię tylko na jedną stronę — zbuduj angielską. Jeśli stać Cię na obie — zbuduj najpierw angielską, potem dodaj małą, porządnie przetłumaczoną wersję polską z tym samym numerem telefonu i czytelnym przełącznikiem EN | PL w menu. Różnica w koszcie jest mała. Różnica w zasięgu — znacząca.

Jeśli chcesz 15-minutowego Zooma, żeby ustalić, czy Twoja sytuacja należy do scenariusza „tylko angielski", „angielski jako główny" czy „polski jako główny" — napisz do nas. Tę ocenę robimy bez opłat; ewentualną budowę strony wyceniamy osobno.